biorąc pod uwagę, że 3 dni do sylwestra, a mogę później nie mieć czasu...
uwzględniając, że koniec świata miał nastąpić bodajże już trzy razy a ja... nadal żyję...
wierząc, że świat ma się obrócić w proch w 2012 roku, bo tak przepowiedzieli majowie...
może tak pokrótce napiszę, co sie wydarzyło w tym 'nieszczęśliwie-szczęśliwym' roku...
6 stycznia-pierwsze spotkanie, rozmowa w zadymionym pubie z fajkami w ustach, przy coca-coli...
8 stycznia-brawurowy wypad do sąsiedniego miasta, pierwsza podróż pociągiem, pierwszy pocałunek, pierwsze kłucie w sercu tak mocne, że nie dało się go nie czuć przez ponad 3 godziny...
9 stycznia-Finał WOŚP, 3 godziny na ławce 'pod kasztanami', 3 godziny marznięcia z nim, patrzenia w gwiazdy, gadania o wszystkim i o niczym, niezapomniane...
15 stycznia-pierwszy kontakt z teściową, tak istotnego faktu, który waży o dalszych losach naszego związku nie można pominąć, bo mamusia jest jak wyrocznia, spodoba się synowa-ok, nie spodoba sie-won...
29-30 stycznia-pierwsza noc spędzona na rozmowach o niczym, sluchaniu muzyki i patrzeniu w świece...
12 lutego-pierwszy big bukiet róż, żeby nie było wcześniej dostawałam pojedyncze...
5 marca-wieczór pt. 'hot breathe on my neck', trzeba komentować?, chyba nie...
12 marca-17 urodziny, pierwsza oficjalna wizyta u mnie, starcie rodzice vs. adam...
15 marca-cytat roku: 'kobieta jest jak matematyka- skomplikowana i nie do zrozumienia' autorstwa ani o...
2 kwietnia-śmierć Jana Pawła II, osoby, która pozwalała mi wierzyć w ludzi, dzięki której chciało się ufać innym...
8 kwietnia- 'szukałeś nas, teraz my znaleźliśmy Ciebie'...
12 czerwca- 18-stka adama, cudowna noc, pełna śmiechu (bez podtekstów, nic z tych rzeczy)...
13-15 czerwca- wycieczka klasowa, i tu zaczęło się komplikować...
24 czerwca- świadectwo bez paska, pierwszy raz w życiu, średnia 4,66...
9 lipca- firts time...
15-28 lipca-kolejny przewrót, nie ma przyjaźni, nie ma przyjaciół, przyjaźń to fikcja...
1 wrzesnia-urodziny Oliviera, mój nowy nabytek, mój nowy brat...
16 listopada-jak się wali to wszystko na raz, utrata zaufania rodziców, jestem na dnie, nie liczę się...
17 listopada-półmetek...
międzyczas-kłótnie, rozstania, powroty, łzy...
11 grudnia- ławka nad wisłokiem z piwem w reku, z nią przy boku, pierwsza rozmowa od niepamiętnych czasów, jesteśmy na dobrej drodze...
12 grudnia-rozpoczęcie kursu prawa jazdy...
15,16,19 grudnia-matury, napisał, ufam, że dobrze, trzymałam kciuki, nadal trzymam...
20 grudnia-wigilia klasowa, życzenia jak każde inne, ale od trzech osób niezapomniane, wzruszające, a.o., p.k., k.w...
Podsumowując, rok obfity we wzloty i upadki, jak każdy, z jednej strony najszczęśliwszy rok w życiu, z drugiej najwięcej w ciągu tego roku straciłam, przyjaciół, zaufania...
Z jednej strony jesteś ty, dzieki któremu zyskałam tyle ile mogłam zyskać w ciągu całego swojego życia...
Usłyszałam, że jestem sympatyczna, że jednak ktoś mnie lubi, że mam się zawsze usmiechac, że mam nadal wprowadzać zycie we wszystko co jest 'umarłe', że mam nie zatracac optymizmu, że niejednaosoba chciałaby być taka jak ja, że musze uwierzyć w siebie...
Staram się i wierze, że kiedys się uda...